Od autora
Książka ta jest podsumowaniem mojej przygody badawczej
związanej z odkryciem pozostałości zaginionego, tak zwanego „zamku krzyżackiego
Zantyr”, jakiego dokonałem na terenie też tak zwanej „Szkoły Łacińskiej” ze
Starego Miasta w Malborku. Tak zwanego, bo zamek ten nie miał własnej nazwy i
postawiony był przy polskim Santyrze, którego nazwę z czasem uzurpował. Kulminacyjnym
punktem owej przygody były wykopy i odkrywki archeologiczne, które w roku 2012
odsłoniły, schowane dotąd w skarpie, partie murów tejże „szkoły” i przyniosły nowe
informacje na temat jej dziejów. Od dawna też zastanawiało mnie oficjalne
twierdzenie, że obiekt ten został zbudowany akurat na szkołę w tak trudny i nie
potrzebny sposób. Nie spotkałem równocześnie żadnej publikacji przyjmującej,
czy tylko sugerującej, że mógł on być pierwotnie czymś innym. Natomiast dawno
już zrozumiałem ogromną komplikację techniczną, oraz ryzyko i konieczne wielkie
koszty jakie trzeba było ponieść, żeby bezpiecznie wznieść tak dużą budowlę na
stoku, wysuniętą w dodatku częściowo ze skarpy rzecznej. Doszedłem do wniosku,
że jedynym, w takich warunkach, sensownym powodem realizacji inwestycji mogła
być tu wyłącznie potrzeba militarna. Ona tylko usprawiedliwiała i poniesione
koszty i ryzyko. I tak doszedłem do pytania czym mogła być owa budowla zanim
zaczęto nazywać ją „Szkołą Łacińską”?
Z tematem Zantyru zaś zetknąłem się bliżej zajmując się już
zawodowo konserwacją zabytków architektury. Poszukiwania jego śladów prowadzili
wiele lat archeolodzy z Muzeum Zamkowego w Malborku w oparciu o sugestie
niemieckie. Czasem też ogłaszali, że już są blisko, ale konkretnych śladów nie
znaleźli. Pojawiały się za to fantastyczne teorie o całkowitym rozebraniu murów
wraz z fundamentami, albo zalaniu pod dzisiejszym biegiem rzeki, albo o
spaleniu wszystkiego, bo było z drewna. Jakoś jednak one mnie nie przekonywały.
Argument, że nazwa Zantyr pojawiła się później kilka razy w tamtej okolicy w
ciągu dziejów, też wydał mi się naciągany wobec faktu, że najpierw została ona oficjalnie
i całkowicie zniesiona. Na przykład koło Stężycy na Kociewiu trafiłem na wieś
Malbork. Stolica Krzyżaków, pomyślałem wtedy. Kupiłem łopatę i zacząłem kopać
za jedną z chałup, aż przyszedł chłop i zapłacił mi za wykopanie nowego szamba.
Taki żart. Prędzej więc zgodzę się z
sugestią, że archeolodzy w tym wypadku bronili miłych wakacji letnich na
odludziu na koszt państwa. Spotkałem natomiast w literaturze przedmiotu szereg
radykalnych stwierdzeń, że znajdował się ów Zantyr w Białej Górze. Wskazuje na
to na przykład część historiografii niemieckiej, chociaż poważniejsi badacze,
jak Bernhard Schmid, powstrzymują się od konkretnych wskazań pozostając przy
sugestii Kroniki Piotra z Dusburga, że był w rozwidleniu Wisły i Nogatu. Uległ pokusie
precyzyjnego wskazania natomiast Karol Górski, który w „Dziejach Malborka”
radykalnie stwierdza, jakoby „ostatecznie” wyjaśniono, że Zantyr leży w Białej
Górze, natomiast dlaczego tak twierdzi, nie podaje.
Tak więc miałem z jednej strony nieznany obiekt militarny
wystający poza mury skarpowe Starego Miasta w Malborku, z drugiej zaś zaginiony
zamek Zakonu Zantyr, nie do znalezienia w Białej Górze, gdy zacząłem pracę nad swoją
książką „Tajemnice Malborka”. Im więcej zaś zbierałem do niej materiałów, tym
więcej przybywało argumentów, że to właśnie owa Szkoła Łacińska jest tym
zaginionym zamkiem. Zaproponowana tam rekonstrukcja nie uwzględniała nie
znanych jeszcze, zasypanych murów i obciążona została dużą dozą dowolności.
Nowe odkrycia nie zmieniły jednak zasadniczej koncepcji rekonstrukcyjnej,
poprawiając jedynie plan i kształt zabudowy, tym razem z nieco mniejszą
dowolnością.
Tym co skłoniło mnie do podjęcia próby własnych badań odsłanianych
murów była, obok zawodowej ciekawości, obawa, że zostaną one wkrótce rozebrane
dla potrzeb planowanej w ich miejscu, nowej inwestycji. Obawiałem się też, że
archeolodzy nie do końca rozumieją stare mury i czym więcej oczu im się
przyjrzy, tym lepiej. W świetle faktycznej rozbiórki większości z odkrytych
partii, także murów średniowiecznych, żałuję jedynie, że nie zdołałem poświęcić
im więcej czasu. Nie wspominając o takiej utopii jak ściągnięcie dodatkowych specjalistów
i poszerzeniu zakresu prac badawczych. Możliwe też nadal pozostaje jeszcze
poszukiwanie dodatkowych zasobów dokumentacyjnych czy źródeł historycznych,
oraz poszerzone badanie archeologiczne terenów przyległych. Uznałem jednak, że
to co zdołałem odkryć okazało się na tyle interesujące, że warte jest
zachowania w pamięci i utrwalenia w formie książki. Uznałem też, że warto
pokusić się o nadanie zbudowanej tu rekonstrukcji, nowej, polskiej pespektywy,
przywracającej pamięć o polskich początkach pokojowej chrystianizacji i
kolonizacji ziem pruskich. Przywracającej też nam szacunek i dumę z owych
dokonań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz