piątek, 25 grudnia 2015

Zantyr - początek opowieści o odkryciu

                                                               Od autora

Książka ta jest podsumowaniem mojej przygody badawczej związanej z odkryciem pozostałości zaginionego, tak zwanego „zamku krzyżackiego Zantyr”, jakiego dokonałem na terenie też tak zwanej „Szkoły Łacińskiej” ze Starego Miasta w Malborku. Tak zwanego, bo zamek ten nie miał własnej nazwy i postawiony był przy polskim Santyrze, którego nazwę z czasem uzurpował. Kulminacyjnym punktem owej przygody były wykopy i odkrywki archeologiczne, które w roku 2012 odsłoniły, schowane dotąd w skarpie, partie murów tejże „szkoły” i przyniosły nowe informacje na temat jej dziejów. Od dawna też zastanawiało mnie oficjalne twierdzenie, że obiekt ten został zbudowany akurat na szkołę w tak trudny i nie potrzebny sposób. Nie spotkałem równocześnie żadnej publikacji przyjmującej, czy tylko sugerującej, że mógł on być pierwotnie czymś innym. Natomiast dawno już zrozumiałem ogromną komplikację techniczną, oraz ryzyko i konieczne wielkie koszty jakie trzeba było ponieść, żeby bezpiecznie wznieść tak dużą budowlę na stoku, wysuniętą w dodatku częściowo ze skarpy rzecznej. Doszedłem do wniosku, że jedynym, w takich warunkach, sensownym powodem realizacji inwestycji mogła być tu wyłącznie potrzeba militarna. Ona tylko usprawiedliwiała i poniesione koszty i ryzyko. I tak doszedłem do pytania czym mogła być owa budowla zanim zaczęto nazywać ją „Szkołą Łacińską”?
Z tematem Zantyru zaś zetknąłem się bliżej zajmując się już zawodowo konserwacją zabytków architektury. Poszukiwania jego śladów prowadzili wiele lat archeolodzy z Muzeum Zamkowego w Malborku w oparciu o sugestie niemieckie. Czasem też ogłaszali, że już są blisko, ale konkretnych śladów nie znaleźli. Pojawiały się za to fantastyczne teorie o całkowitym rozebraniu murów wraz z fundamentami, albo zalaniu pod dzisiejszym biegiem rzeki, albo o spaleniu wszystkiego, bo było z drewna. Jakoś jednak one mnie nie przekonywały. Argument, że nazwa Zantyr pojawiła się później kilka razy w tamtej okolicy w ciągu dziejów, też wydał mi się naciągany wobec faktu, że najpierw została ona oficjalnie i całkowicie zniesiona. Na przykład koło Stężycy na Kociewiu trafiłem na wieś Malbork. Stolica Krzyżaków, pomyślałem wtedy. Kupiłem łopatę i zacząłem kopać za jedną z chałup, aż przyszedł chłop i zapłacił mi za wykopanie nowego szamba. Taki żart.  Prędzej więc zgodzę się z sugestią, że archeolodzy w tym wypadku bronili miłych wakacji letnich na odludziu na koszt państwa. Spotkałem natomiast w literaturze przedmiotu szereg radykalnych stwierdzeń, że znajdował się ów Zantyr w Białej Górze. Wskazuje na to na przykład część historiografii niemieckiej, chociaż poważniejsi badacze, jak Bernhard Schmid, powstrzymują się od konkretnych wskazań pozostając przy sugestii Kroniki Piotra z Dusburga, że był w rozwidleniu Wisły i Nogatu. Uległ pokusie precyzyjnego wskazania natomiast Karol Górski, który w „Dziejach Malborka” radykalnie stwierdza, jakoby „ostatecznie” wyjaśniono, że Zantyr leży w Białej Górze, natomiast dlaczego tak twierdzi, nie podaje.
Tak więc miałem z jednej strony nieznany obiekt militarny wystający poza mury skarpowe Starego Miasta w Malborku, z drugiej zaś zaginiony zamek Zakonu Zantyr, nie do znalezienia w Białej Górze, gdy zacząłem pracę nad swoją książką „Tajemnice Malborka”. Im więcej zaś zbierałem do niej materiałów, tym więcej przybywało argumentów, że to właśnie owa Szkoła Łacińska jest tym zaginionym zamkiem. Zaproponowana tam rekonstrukcja nie uwzględniała nie znanych jeszcze, zasypanych murów i obciążona została dużą dozą dowolności. Nowe odkrycia nie zmieniły jednak zasadniczej koncepcji rekonstrukcyjnej, poprawiając jedynie plan i kształt zabudowy, tym razem z nieco mniejszą dowolnością.

Tym co skłoniło mnie do podjęcia próby własnych badań odsłanianych murów była, obok zawodowej ciekawości, obawa, że zostaną one wkrótce rozebrane dla potrzeb planowanej w ich miejscu, nowej inwestycji. Obawiałem się też, że archeolodzy nie do końca rozumieją stare mury i czym więcej oczu im się przyjrzy, tym lepiej. W świetle faktycznej rozbiórki większości z odkrytych partii, także murów średniowiecznych, żałuję jedynie, że nie zdołałem poświęcić im więcej czasu. Nie wspominając o takiej utopii jak ściągnięcie dodatkowych specjalistów i poszerzeniu zakresu prac badawczych. Możliwe też nadal pozostaje jeszcze poszukiwanie dodatkowych zasobów dokumentacyjnych czy źródeł historycznych, oraz poszerzone badanie archeologiczne terenów przyległych. Uznałem jednak, że to co zdołałem odkryć okazało się na tyle interesujące, że warte jest zachowania w pamięci i utrwalenia w formie książki. Uznałem też, że warto pokusić się o nadanie zbudowanej tu rekonstrukcji, nowej, polskiej pespektywy, przywracającej pamięć o polskich początkach pokojowej chrystianizacji i kolonizacji ziem pruskich. Przywracającej też nam szacunek i dumę z owych dokonań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz